Home
Z psem łatwo...
Jak chcemy, to z psami umiemy sobie poradzić! Powtarzam: jak chcemy! Jak chcemy, to wysyłamy specjalnych na przykład na osiedle Dajtki i ci specjalni wyłapią te głupie psy, które nie doznały przykrości od ludzi i są ufne i nie są aktualnie przez właścicieli pilnowane. Te mądrzejsze nie dadzą się złapać, ale i tak pokażą gdzie jest ich dom i wtedy, tak jak ze źle parkowanymi samochodami, właściciel zapłaci za nie pilnowanie swego pupila. To jest bardzo proste, a co z kotami? Już rok temu zadawałem takie pytanie. Kot, co prawda nie ugryzie nikogo, ale załatwiając się wszędzie, najczęściej u sąsiada roznosi wszelkie zarazki do tego stopnia, że czasem nawet przy koszeniu trawy we własnym ogrodzie można ulec schorzeniu śmiertelnemu! Kot nie podlega żadnym ograniczeniom. Właściciel kota ma go przeważnie dopiero nad ranem, kiedy to po przemierzeniu wszystkich zakamarków ogrodowych u sąsiadów, zmęczony i wypróżniony przychodzi do swojego pana, aby się wyspać. Zapewne przyjdzie taki czas, kiedy to w moim ogrodzie będzie mógł poczuć się bezwzględnym panem a wtedy....
            19.09.05.

 
 
Akcyjność w sprawie...
       
    2005-10-15              
                     
  Mieszkańcy Dajtek boją się psich zębów (GAZETA WYBORCZA, 15.10.05.)

marcin.wojciechowski@olsztyn.agora.pl 14-10-2005 ,
 

Na Dajtkach pitbull pogryzł małego kundelka. - Niektórzy spacerują z psami, które nie mają kagańca. Czy musi dojść do ataku na człowieka, by zainteresowała się tym straż miejska - pyta nasza Czytelniczka
Ewa Zarecka, studentka olsztyńskiego uniwersytetu, wybrała się do znajomej na Dajtki. Idąc jedną z osiedlowych ulic zobaczyła, jak prowadzony na smyczy, ale bez kagańca pitbull zaatakował małego psa: - Złapał go zębami za szyję i mimo interwencji właściciela puścił dopiero, gdy się zmęczył - opowiada. - Psiak przeżył, ale nie wiadomo, czy następnym razem będzie miał tyle szczęścia.
Takie zdarzenia na osiedlu nie należą do rzadkości. - Kolejny raz widziałam taką sytuację. Biegające luzem i bez kagańców psy sprawiają, że wychodząc na spacer nie czuję się bezpiecznie - mówi jedna z mieszkanek Dajtek. - Ktoś powinien częściej ten teren kontrolować - dodaje.
Olsztyńska straż miejska przyznaje, że mieszkańcy Dajtek często proszą ich o interwencję w sprawie wypuszczanych luzem psów. Tylko jednego dnia niespełna dwa tygodnie temu, podczas wspólnej akcji ze schroniskiem dla zwierząt, strażnicy zwrócili uwagę ośmiu właścicielom czworonogów, czterem wypisali mandaty, a przeciwko jednemu skierowali wniosek do sądu grodzkiego.
- Dajtki to specyficzne osiedle. Właściwie co posesja, to co najmniej jeden pies. Ich właściciele powinni wiedzieć, że mogą wyprowadzać je na spacer tylko na smyczy, a jeżeli zwierzę jest duże i agresywne, to trzeba zakładać mu kaganiec - mówi Jarosław Lipiński, zastępca komendanta straży miejskiej. - Dlatego będziemy się tu pojawiać częściej.
Lipiński dodaje, że od początku października każdym osiedlem zajmuje się konkretny funkcjonariusz, który codziennie powinien je patrolować i na bieżąco odbierać sygnały od mieszkańców. - Dzięki naszej obecności właściciele psów zrozumieją, że nawet łagodny czworonóg puszczony luzem może stanowić zagrożenie dla innych ludzi.
Straż miejska prosi też, aby mieszkańcy powiadamiali ich o wykroczeniach, których dopuszczają się ich sąsiedzi. - Jeżeli widzimy, że sąsiad wypuszcza psa bez smyczy, to nie bójmy się dzwonić pod numer 986 i wskazywać go z imienia i nazwiska. Łatwiej będzie nam wtedy pouczyć go lub skierować wniosek do sądu grodzkiego - dodaje Jarosław Lipiński.

    Moje refleksje na temat:
Z psami to faktycznie nie jest dobrze. Ale zastanówmy się: ogrodzonych domów na Dajtkach jest prawie dwa tysiące! Jeżeli, jak podaje straż miejska, w większości domów są psy, to można powiedzieć, że jednak problemu nie ma! Bo co innego można powiedzieć w tej sytuacji, jeżeli czterem właścicielom wypisano mandaty, a jeden (słownie jeden!) będzie odpowiadał w sądzie? Pewnie, że w ciągu jednego dnia (tak naprawdę to nie całego dnia tylko kilku godzin) trudno zdziałać więcej, ale jednego dnia w ciągu roku to nic się nie załatwi w tej sprawie. Gdyby władze, choć raz w miesiącu, systematycznie prowadziły taką akcję to efekt byłby murowany. Przypominam sobie, że rok temu, także nieśmiało, przepraszając bez mała wszystkich, trochę postraszono i na tym się skończyło. Akcyjność władz jest na ogół znana i zawsze dyskredytuje te władze! Pies puszczony samopas nie raz zmuszał mnie do zejścia z roweru i zastawienia się nim, co uchroniło moje łydki przed poszarpaniem. Tak naprawdę nie przyszło mi nawet do głowy wtedy, aby dzwonić po straż miejską. Przecież zdawałem sobie doskonale sprawę z tego, że nikt nie przyjedzie natychmiast, jeżeli by się nawet moja skargą bardzo przejął, a opowiadanie na drugi czy trzeci dzień, że tu a tu napadł mnie jakiś pies wydaje się śmieszne! Także właściciel takiego psa wyśmiałby moje spóźnione pretensje! Aby wyjść z całej tej opresji trzeba by robić na miejscu zdarzenia całą aferę ze świadkami. A kto może być w takie sytuacji świadkiem? Sąsiad właściciela niesfornego psa? W jakim celu? Aby mieć za płotem wroga? Mam w najbliższej okolicy takich posiadaczy psów, którzy mają ostatni stopień głuchoty i nie słyszą kilkugodzinnego ujadanie swoich pupilów. Jeden z tych psów, bardzo duży, zachrypłym (od nieustannego szczekania) głosem, jest sam tak tą pracą wyczerpany, że stosuje metodę trzy szczeknięcia jeden po drugim, następnie cztero sekundowa przerwa i znowu trzy szczeknięcia. Taka kanonada może trwać nawet do czterech godzin! Inny ma dla odmiany małego pieska, który nie robi żadnych przerw w szczekaniu przez kilka godzin! Gdyby te dwa psy szczekały w tym samym czasie, można by pojechać wtedy na przykład na zakupy, ale one szczekają na zmianę zapełniając pracowicie cały dzień!
Andrzej Kalinowski