Pijany kierowca bezpośrednim sprawcą śmierci młodego motocyklisty.
 
  Home
     
      foto A.Kalinowski
       
Informacja z Gazety Wyborczej
 
Zabił, bo jechał po pijaku
(woj2006-08-18)
Waldemar K., który w czwartek zabił motocyklistę na ul. Sielskiej, miał we krwi 3,3 promila alkoholu.
Do wypadku doszło około godz. 21.30 na skrzyżowaniu w pobliżu lotniska w Dajtkach. Waldemar K. wyjeżdżał polonezem z parkingu salonu samochodowego. Skręcając w ul. Sielską wymusił pierwszeństwo przejazdu. W tym samym czasie przez skrzyżowanie przejeżdżał prawidłowo jadący motocyklista. Jego motor uderzył w bok poloneza od strony kierowcy. - Uderzenie było tak silne, że 22-letni motocyklista z Olsztyna zginął na miejscu. 45-letni pijany kierowca z urazem ręki i głowy trafił do szpitala - mówi Anna Siwek, rzecznik prasowy wojewódzkiej policji.

Lekarze w szpitalu pobrali od Waldemara K. krew do badania. Już wstępna analiza wykazała, że miał w niej 3,3 promila alkoholu.

Policjanci będą wnioskować do prokuratury o trzymiesięczny areszt dla mężczyzny oraz zabezpieczenie jego samochodu. Za spowodowanie tego wypadku grozi mu nawet 12 lat więzienia.

                             
     
Miejsce wypadku
     
                        Dwa zdjęcia poniżej są z portalu Gazety Olsztyńskiej.
                             
 
       
Sądowy finał tragedii, ale z prawdopodobnym odwołeniem się od tego wyroku...
       
    Więzienie dla pijanego kierowcy
aw2006-12-22, Gazeta Wyborcza (Internet)
Sąd rejonowy skazał kierowcę na cztery lata więzienia. Gdy spowodował wypadek na ulicy Sielskiej, miał we krwi 2,8 promila alkoholu.
17 sierpnia Waldemar K. jechał swoim polonezem przez Dajtki, samochód był nieoświetlony. Na skrzyżowaniu koło lotniska wymusił pierwszeństwo. Na samochód wpadł rozpędzony motocykl. Kierował nim 22-letni student Marcin N. Biegły, który badał okoliczności wypadku, stwierdził, że w chwili wypadku motocyklista jechał około 115 km na godz., podczas gdy na tym odcinku drogi obowiązywało ograniczenie do 50 km na godz. - Nie ma wątpliwości, że motocyklista przysłużył się do wypadku. Gdyby przeżył, byłby pewnie drugim oskarżonym w tej sprawie - stwierdził sędzia Krzysztof Matysiak.

Wypadek poruszył całe miasto. Większość mieszkańców była zbulwersowana, że tak pijany kierowca jechał przez miasto. Ale byli też tacy, którzy mówili o brawurze motocyklistów.

Kierowca poloneza od chwili wypadku przebywa w areszcie. Oprócz skazania bez zawieszenia sąd orzekł, że dodatkową karą dla niego będzie 10-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów. - To maksymalny czas, jaki przewiduje prawo, ale w tej sytuacji tylko taka kara będzie odpowiadała społecznemu poczuciu sprawiedliwości - mówił sędzia Matysiak.

Na ogłoszenie wyroku oprócz ojca zabitego motocyklisty, przyszli też jego koledzy. - Naszym zdaniem wyrok jest za niski - mówił Robert Radzikowski. - Marcin był bardzo dobrym, rozważnym motocyklistą. Wątpimy, że jechał tak szybko. Wina za to, co się stało, w całości leży po stronie kompletnie pijanego kierowcy poloneza. To tacy kierowcy jak on wożą śmierć, a nie jeżdżący motorami.

Ojciec motocyklisty przekonywał, że w miejscu, w którym doszło do wypadku, nikt nie jeździ z przepisową prędkością. - Więc nie można obarczać mojego syna współodpowiedzialnością za to, co się stało - mówił.

Wyrok jest nieprawomocny.