19 lipca 2004, godz. 15,44, niby letnia burza, ale przez kilkanaście minut było tak jak późną jesienią: ciemno, jakby śnieg (był to grad) polewany strugami wody, huraganowy wiatr.
Ulice zmieniły się w rwące potoki. Po wielu pięknych kwiatkach w naszych ogrodach pozostały śmieci...
a później, letnie zachodzące słoneczko, w niesamowitych barwach, ukazało także poniszczone drzewa...

Archiwum
 
 
   
 
Tekst i zdjęcia: Andrzej Kalinowski