Nieomylny Jaśnie Pan Urzędnik!
 
Aktualności
Czy wiesz drogi czytelniku, dlaczego te artykuły tu publikuję? Niby nie tyczą one bezpośrednio Dajtek, ale tylko z pozoru! Jeżeli czytałeś moje potyczki z MZDMiZ w sprawach dotyczących naszego osiedla, to wiesz, że nas ignorowali i nadaj są głusi na nasze problemy! Przypomnę tylko kilka spraw: nasze pijane znaki drogowe, walka mieszkańców ulicy Bartnickiej, sprawa zmiany ruchu na starej Sielskiej, zamkniecie przejazdu między jezdniami na Nowej Sielskiej, koszenie trawy na osiedlu, sprawa przystani, sprawa płotów ...itd.! Mam "szczęście", że urzędnicy w wspomnianym przedsiębiorstwie nie czytają moich krytycznych uwag pod ich adresem, bo w przeciwnym razie pewnie bym już siedział za kratami!!! Tak dla przykładu! Z tą większą satysfakcją śledzę tę dyskusję, bo mam nadzieję, że wreszcie tacy urzędnicy, którzy za nic maja problemy obywateli zostaną sprowadzeni do parteru, a z czasem zajmą się sprzątaniem ulic! - Andrzej Kalinowski
       
     
 

Półfinał (07.12.06) >>>

FINAŁ >>> 28.04.2007.

 

             
  Do sądu za nazwanie urzędnika "ignorantem"
Joanna Wojciechowska2006-08-30 (Gazeta Wyborcza)
Petent stanął przed sądem za to, że w liście do prezydenta Czesława Małkowskiego nazwał urzędnika odpowiedzialnego za funkcjonowanie sygnalizacji świetlnej w Olsztynie ignorantem i pseudofachowcem.
Znany, olsztyński prawnik (nie chce ujawniać nazwiska) napisał list do prezydenta Czesława Małkowskiego w styczniu. - To była moja reakcja na to, co na łamach prasy mówił pan Zbigniew Gustek. Krytykował zieloną falę, argumentując, że przez nią kierowcy zanadto się rozpędzają - mówi prawnik. - Usiadłem i napisałem prezydentowi, co myślę o takich urzędnikach.
Oto fragmenty listu: "Widzę, że zatrudnia Pan na tym stanowisku [tj. inżyniera ruchu drogowego w Olsztynie - red.] ignoranta i dlatego sugeruję, aby powołać jakiegoś rozsądnego człowieka, który by trochę usprawnił ruch na drogach naszego miasta. (...) Myślę, że średnio rozgarnięty kierowca, jak przejedzie się ulicami naszego miasta, to może tak wyregulować ruch drogowy, zwłaszcza światła, które są tam, gdzie trzeba i nie trzeba, że nie potrzeba zatrudniać pseudofachowca z kierunkowym wykształceniem na stanowisku, którzy tworzy kolejne przeszkody, aby co roku nam się gorzej jeździło".
Prawnik podpisał list imieniem i nazwiskiem oraz dodał "Zatroskany obywatel miasta i codzienny kierowca".
Ale zamiast odpowiedzi petent dostał od Zbigniewa Gustka pozew do sądu. - W naszym kraju wszyscy uważają, że znają się na medycynie i ruchu drogowym. A tak nie jest. Także w przypadku autora tego utrzymanego w bardzo złym tonie listu. Poczułem się nim urażony - tłumaczy Zbigniew Gustek.
Skąd miał skierowany do prezydenta list? - Ja mu go przesłałem - nie kryje prezydent Małkowski. - Pismo dotyczyło pracy pana Gustka, chciałem, by się do niego ustosunkował, nie wiedziałem, że zareaguje w ten sposób...
Proces prawnika toczy się za zamkniętymi drzwiami. Odbyło się już sześć rozpraw. Wczoraj zeznawali bezpośredni przełożony Gustka - Paweł Jaszczuk, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni, i prezydent.
- Czy nie przeszkadza panu, że w godzinach pracy urzędnik ciąga po sądach petenta? - spytałam prezydenta.
- Skoro w godzinach pracy urzędnik został obrażony, to i w godzinach pracy docieka sprawiedliwości - mówi Małkowski.
- Nie boi się pan, że po tej sprawie ludzie będą się bali pisać do urzędników listy?
- Nie sądzę - odpowiada Małkowski. - Poza tym ludzie, zwłaszcza z wyższym wykształceniem, muszą liczyć się z odpowiedzialnością za słowo.
Prezydent przyznał, że dostaje gorsze listy, ale nie pozywa ich autorów do sądu. - Ale ja chciałem być prezydentem miasta i liczyłem się z tym, że obejmując urząd, wystawię się na publiczną krytykę, że będę dostawał obrzydliwe listy. I tak jest. A pan Gustek jest zwyczajnym urzędnikiem i miał prawo poczuć się urażony takimi słowami - uważa Małkowski.
Pozwany petent na salę sądową wysyłał wczoraj kolegę po fachu, mecenasa Wojciecha Wrzecionkowskiego. - Nie chcę się już denerwować. Czułem się na tych rozprawach jak na "Procesie" Kafki . Napisałem list jako zatroskany obywatel, a sądzą mnie jak bandytę. Co więcej, pan Gustek w pozwie napisał, że pozywa mnie z artykułu 211 kodeksu karnego, który mówi o porwaniu, a zniesławienie to artykuł 212 tego kodeksu. Mimo to sprawa trafiła na wokandę... - mówi prawnik.
Zbigniew Gustek: - Ten błąd to zwyczajna omyłka, pozwany doskonale wie, dlaczego znalazł się w sądzie.
Mecenas Wrzecionkowski: - Jak mi kolega powiedział, jaką ma sprawę w sądzie, to mu przypomniałem, że to nie prima aprilis, nie mogłem w to uwierzyć.
Urzędnik domaga się od petenta grzywny, nawiązki na cel charytatywny i przeprosin. Ogłoszenie wyroku w piątek.
Inny fragment listu
"Wystarczy już, że Pan Jaszczuk zajął się pisaniem książek, zamiast poprawieniem ruchu ulicznego, sądząc pewnie, że wszechobecne światła za niego wszystkie problemy załatwią. Nie są już potrzebne, jak pokazuje rondo Sielska - Bałtycka - Artyleryjska, gdzie dzięki brakowi świateł znikły korki.
Mam jednak wrażenie, że Pan Jaszczuk nie pomaga, ale i nie szkodzi, w przeciwieństwie do Pana Gustka".

Groźny Zarząd Dróg
Urzędnicy Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni nie pierwszy raz spotykają się z petentami w sądzie. Wielokrotnie opisywaliśmy historię Zbigniewa B., mieszkańca dzielnicy Redykajny, który przed swoją posesją wymienił starą lampę oświetleniową na nową za własne pieniądze. Urzędnicy MZDMiZ, wydając petentowi zgodę na zmianę lampy, nie powiedzieli mu, że musi oddać obudowę starej. Gdy upomnieli się o nią dopiero po kilku miesiącach, Zbigniew B. już jej nie miał. Został pozwany. Najpierw sąd przyznał rację urzędnikom, uznając, że petent zatrzymując starą lampę "zubożył mienie gminy Olsztyn", ale apelacja uchyliła ten wyrok. - Petent nie może odpowiadać za niedomówienia urzędników - uznał wtedy sąd.

 
Oto finał listu petenta
Mariusz Kowalewski, Joanna Wojciechowski 2006-09-01 (Gazeta Wyborcza)

Sąd kazał petentowi z Olsztyna przeprosić urzędnika odpowiedzialnego za sygnalizację świetlną w naszym mieście za to, że w liście do prezydenta miasta nazwał go ignorantem i pseudofachowcem.
To na razie finał sprawy listu, który olsztyński prawnik (nie chce ujawniać nazwiska) napisał do prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego. - Zareagowałem na to, co na łamach prasy mówił urzędnik. Krytykował zieloną falę, argumentując, że przez nią kierowcy zanadto się rozpędzają - opowiada prawnik. - Napisałem prezydentowi, co myślę o takich urzędnikach.
Efekt? Sąd kazał wczoraj petentowi pisemnie przeprosić urzędnika Zbigniewa Gustka, wpłacić 1000 zł na PCK i zapłacić urzędnikowi 300 zł kosztów procesu. Petent zapowiedział apelację. Więcej - czytaj w wydaniu ogólnopolskim "Gazety".
Oto opinie o sprawie i wyroku
A odpowiedź na list obywatela?
Panie profesorze, w Olsztynie petent wysłał list do prezydenta miasta, w którym poskarżył się na pracę urzędnika. Użył w nim zwrotu "pseudofachowiec i ignorant". List prezydent przekazał urzędnikowi a ten pozwał petenta do sądu...
Prof. Jerzy Regulski, prezes Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej: To niezrozumienie roli obywatela, który ma prawo wypowiadać się i krytykować urzędnika, jeśli uważa, że robi coś źle. Te słowa nie są publicznie uważane za obraźliwe, są oceną czyjejś fachowości. Jeśli ktoś uważa, że jest zła, to ma prawo użyć słowa ignorant.
Czy tak powinien reagować urzędnik na krytykę? Pozywając petenta do sądu?
- Urzędnik nie może się obrażać. Jest opłacany z pieniędzy publicznych. Ma pracować dobrze i być pod kontrolą obywatelską.
Ale urzędnik mógł przecież nie zgadzać się z treścią listu.
- To powinien napisać odpowiedź do petenta, że nie zgadza się z zarzutami. Sądy w Polsce wykazują niezrozumienie dla roli obywateli w sprawowaniu władzy i znaczenia obywatelskiej krytyki. Nie chcą wziąć pod uwagę wyroków trybunałów międzynarodowych, które mówią, że osoby sprawujące funkcje publiczne nie mają prawa do korzystania z tego rodzaju ochrony, jak osoba prywatna.
Olsztyński sąd umorzył warunkowo sprawę i kazał petentowi napisać list z przeprosinami do urzędnika, zapłacić mu 300 zł kosztów sądowych i 1000 zł na PCK...
- Ale dlaczego? Urzędnicy nie mogą być wyjęci spod kontroli społecznej.
Urzędnik chodził do sądu w godzinach pracy. Prezydent Olsztyna tłumaczył nam, że skoro został w godzinach pracy obrażony to ma prawo w tych samych godzinach dochodzić swoich racji...
- Jeśli ja piszę do pana prezydenta to mam prawo oczekiwać od niego odpowiedzi. Jeśli ja mówię do prezydenta, że zatrudnia ignoranta, to ja rozumiem, że pan prezydent zwrócił się do tego urzędnika, by ten mu wyjaśnił sprawę. Czy prezydent odpowiedział na ten list?
Według naszych informacji nie.
- Prezydent ma obowiązek odpowiedzieć na pismo. Nieodpowiadanie na list obywatela jest naruszeniem elementarnych zasad współpracy.

Dla "Gazety"
Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego
Podtrzymuję to, co mówiłam "Gazecie" kilka dni temu: że słowa "ignorant" i "pseudofachowiec" nie są obelgami i obywatel ma prawo tak krytykować urzędnika. Jeśli ten poczuł się urażony, powinien pozwać petenta na drogę cywilną, nie karną i ich sądowy spór powinien się toczyć przy otwartych drzwiach. Co do wyroku - jest bardzo kontrowersyjny, daje obywatelowi sygnał: siedź cicho, nie wychylaj się, bo oberwiesz. Moim zdaniem sąd powinien upublicznić jego uzasadnienie, by obywatele wiedzieli, ile mogą władzy powiedzieć bez obaw. Liczę na to, że sąd okręgowy uchyli ten wyrok.

Prof. Michał Kulesza, twórca reformy samorządowej
- Petent ma prawo do krytyki, ale inwektywy to zupełnie inna sprawa. Ja nie muszę się zgadzać z jakimiś decyzjami urzędnika, ale nie muszę też mówić, że on jest np. idiotą. Z drugiej strony, jeśli ktoś pracuje w służbie publicznej, to musi mieć świadomość, że sam się naraża na krytykę, czasem niemiłą. To czy krytyka była słuszna, a zatem mogła przybierać postać niepochlebnych epitetów, należy do sądu.

Prof. Zbigniew Hołda, Helsińska Fundacja Praw Człowieka
- Wyrok Sądu Najwyższego z 11 grudnia 1996 roku mówi: podniesienie przez obywatela w skardze skierowanej do władz, zarzutów przeciw funkcjonariuszom państwowym nie stanowi przestępstwa zniesławienia, nawet jeśli mogą one narazić na utratę zaufania do wykonywania zawodu lub określonej działalności. Pisanie i kierowanie do odpowiednich organów skarg i wniosków jest uprawnieniem jednostki subiektywnie broniącej swych praw. Niezależnie, czy jej roszczenia są słuszne i niezależnie, czy potrafi ona udowodnić swoje twierdzenia. W czwartek w Krakowie sąd warunkowo umorzył sprawę pani Gąsior, w piątek w podobnej sytuacji sąd postąpił w Olsztynie. Albo sądy nie znają wyroku SN albo go nie podzielają. Trzeba się bronić, bo z wyroku krakowskiego by wynikało, że ja nie mogę z Panem swobodnie rozmawiać przez telefon, a z wyroku olsztyńskiego, że obywatel nie może wykonywać swojego konstytucyjnego prawa do petycji, czyli do skarżenia się do władz na władzę. Gdybym był sędzią, to albo bym przed rozprawą skierował na posiedzenie i umorzył tę sprawę, albo bym uniewinnił. Sądy nie mogą w takich przypadkach skazywać albo warunkowo umarzać.

Zbigniew Staniszewski, prezes firmy Staniszewscy Beton i olsztyński kierowca rajdowy (sam zadeklarował, że chce skomentować sprawę)
- Wyrażam ubolewanie, że olsztyńskiemu prawnikowi nie przyznano racji i kazano przepraszać urzędnika, który krytykuje zieloną falę w ruchu miejskim. Moim zdaniem prawnik miał rację, zielona fala znacznie ułatwia życie kierowcom i nie stwarza zagrożenia w ruchu miejskim. Wręcz przeciwnie. Naprawdę mi przykro z powodu decyzji sądu.

Profesor Marian Filar, karnista z uniwersytetu w Toruniu
Osoby publiczne, od profesora, przez dziennikarza, po urzędnika, muszą się liczyć z tym, że będą poddawane krytyce społecznej. I że ta krytyka nie zawsze będzie dla nich miła. Nie chcę szczegółowo komentować sprawy olsztyńskiego urzędnika, bo nie znam akt, ale z całą pewnością mogę stwierdzić jedno: urzędnik, jak każda osoba publiczna, powinien mieć nieco grubszą skórę niż pozostała część społeczeństwa. Oczywiście nie powinien pozwalać sobie na to, by go obrażano słowami powszechnie uważanymi za obelżywe. Jednak słowa "ignorant" i "pseudofachowiec" obelżywe nie są. W całym kraju znacznie obniża się poziom publicznej dyskusji i jeśli będzie tak dalej, to wkrótce takie określenia będą wręcz pieszczotliwe.

Mirosława Pietkiewicz, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej
Ten wyrok nie ma najmniejszego wpływu na pracę naszego kolegi, który został tak ostro potraktowany przez sąd. To sprawa z oskarżenia prywatnego, więc nie będziemy się nią zajmować. Liczę na to, że apelacja będzie miała na temat tej sprawy inne zdanie niż sąd pierwszej instancji.

Mariusz Kowalewski, Joanna Wojciechowska

 
A jak działa sygnalizacja w Olsztynie?
I co Państwo myślą o braku zielonej fali w naszym mieście. Czekamy na opinie - mailem: redakcja@olsztyn.agora.pl, telefonicznie: 089 527 38 00 (w niedzielę, 3 września w godzinach 12-18), listownie Gazeta Wyborcza Olsztyn, ul. Głowackiego 28, 10-448 Olsztyn


Skazany za nazwanie urzędnika ignorantem
Joanna Wojciechowska, mark, Olsztyn2006-09-02(Gazeta Wyborcza)
Olsztyński urzędnik wytoczył proces karny obywatelowi, który w liście do prezydenta miasta nazwał go ignorantem i pseudofachowcem. Sąd obywatela skazał

Olsztyńskiego prawnika (nie chce ujawniać nazwiska) zirytowało to, co w lokalnej gazecie mówił miejski urzędnik odpowiedzialny za sygnalizację świetlną. - Krytykował zieloną falę, argumentując, że przez nią kierowcy zanadto się rozpędzają - opowiada prawnik. - Napisałem prezydentowi, co myślę o takich urzędnikach.

W liście padło: "Widzę, że zatrudnia Pan na tym stanowisku ignoranta, i dlatego sugeruję, aby powołać jakiegoś rozsądnego człowieka, nie potrzeba zatrudniać pseudofachowca z kierunkowym wykształceniem na stanowisku, który tworzy kolejne przeszkody, aby co roku nam się gorzej jeździło".

Podpisał się nazwiskiem i dodał "Zatroskany obywatel miasta i codzienny kierowca".

Zamiast odpowiedzi dostał od urzędnika, którego krytykował, Zbigniewa Gustka, prywatny akt oskarżenia. Proces był niejawny. Wczoraj zapadł wyrok: petent ma pisemnie przeprosić urzędnika, oddać mu 300 zł kosztów procesu i wpłacić 1000 zł na PCK. Ponieważ sąd warunkowo umorzył postępowanie na rok, w tym czasie petent musi się liczyć ze słowami, bo jeśli kogokolwiek urazi, sąd może odwiesić sprawę z urzędnikiem i ukarać go surowiej. Uzasadnienie wyroku było utajnione.

Zbigniew Gustek cieszy się z wyroku. - Liczyłem na to, że czasy donosu się skończyły, i się nie przeliczyłem - mówił po wyjściu z sali rozpraw.

Oskarżony do sądu nie przyszedł. Przekazał nam, że złoży apelację. - Działałem w interesie społecznym, napisałem do prezydenta list, licząc na to, że mój obywatelski głos odniesie pozytywny skutek. W zamian zostałem skazany - mówił.

- Nie boi się Pan, że po tej sprawie ludzie będą się bali pisać do urzędników listy? - pytam prezydenta Olsztyna, Czesława Małkowskiego, którego sąd przesłuchał na procesie. - Nie sądzę - odpowiedział Małkowski. - Ludzie, zwłaszcza z wyższym wykształceniem, jak autor tego listu, muszą się liczyć z odpowiedzialnością za słowo.

Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego: - Ten wyrok daje ludziom czytelny sygnał: siedź cicho, nie krytykuj władzy, bo będziesz miał kłopoty.

Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka porównuje ten wyrok do czwartkowego orzeczenia w procesie minister Zbigniew Wassermann kontra emerytka.

 
Obywatelu, bój się władzy - komentarz Ewy Siedleckiej 
Ewa Siedlecka2006-09-02
Wczoraj olsztyński sąd uznał za oszczercę obywatela, który w liście do burmistrza krytycznie ocenił kompetencje opłacanego przez podatków urzędnika. W czwartek taki sam wyrok sąd w Krakowie wydał na emerytkę, teściową instalatora wanny w domu ministra Wassermanna - za szarganie autorytetu ministra w liście do telewizji. Od tygodnia organa ścigania listem gończym poszukują bezdomnego, który w pijanym widzie użył pod adresem prezydenta RP słów powszechnie uznanych za obraźliwe.

Jeśli ludzie władzy IV RP zarzucają innym zbrodnię szpiegostwa, to nazywa się to "skrótem myślowym" i włos im z głowy nie spada. A jeśli nieumocowany politycznie obywatel skrytykuje piastuna władzy - to jest to "pomówienie" lub "znieważenie organu" i kosztuje w najlepszym wypadku grzywnę.

Nasze prawo karne, niestety, pozwala ścigać za słowa. Za prawo sądy nie odpowiadają. Ale odpowiadają za to, jak je stosują. A więc za to, że: • uznały napisanie krytycznego listu za czyn społecznie szkodliwy, a co za tym idzie, nie skorzystały z możliwości umorzenia sprawy z powodu braku cech przestępstwa; • uznały - wbrew orzecznictwu Trybunału w Strasburgu - że można odpowiadać karnie nie tylko za podanie nieprawdziwych faktów, lecz także za opinie; i, co najważniejsze, • uznały, że krytyka funkcjonariusza publicznego przez obywatela jest przestępstwem.

Dzięki takiej interpretacji wolności słowa i debaty publicznej przez polskie sądy ktoś, kto chce skrytykować władze i nie zostać męczennikiem, powinien się przerzucić na pisanie anonimów. To dobra lekcja moralności. Dla szaraków. Bo na szczytach władzy - hulaj dusza, piekła nie ma!

 
Cios w samorządność w Olsztynie
Ewa Zientarska, redaktor naczelny Gazety Wyborczej Olsztyn2006-09-03
Panie prezydencie, jak teraz żyć w mieście, w którym obrażenie urzędnika przez petenta okazało się ważniejsze od problemów, na które zwrócił uwagę ten petent w liście do Pana? Jak się skarżyć na organizację ruchu drogowego w mieście czy fachowość pracowników ratusza?
Głośna już sprawa pozwania petenta przez urzędnika mogła się zacząć (i zdarzyć wielu ludziom) banalnie: pewien olsztyniak na co dzień borykał się z marną organizacją ruchu w mieście, sterczał w korkach, utykał przed każdym światłem... Raz, wściekły, wrócił do domu, usiłował zająć myśli czymś innym, zrobił sobie kawę i sięgnął po gazetę lokalną... Przeczytał w niej, że miejski urzędnik krytykuje zieloną falę (to ważne - gdy to czytał, zielonej fali w Olsztynie nie było, ale kilka miesięcy później urzędnicy zapowiedzą, że będzie!). Trafił go szlag. Włączył komputer i napisał list do prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego w którym walnął bez ogródek, co myśli o takich urzędnikach i o ruchu w mieście.
Ilu mieszkańców Olsztyna poczuło się choć raz podobnie? Pewnie setki, tylko nie każdy wysłał list do prezydenta, a jeszcze mniej podpisało go swoim nazwiskiem, tak jak zrobił to pewien olsztyniak.
I jak się skończyła jego historia? To już wiemy od piątku. Prezydent Czesław Małkowski przekazał list odpowiedzialnemu urzędnikowi, ten poczuł się obrażony słowami "ignorant" i "pseudofachowiec" i pozwał olsztyniaka do sądu. Petent przegrał, musi płacić i przepraszać.
I co dalej, Panie Prezydencie? Jak teraz żyć w Olsztynie, kiedy za nie tak sformułowane opinie czy interwencje grożą nam sprawy sądowe?
Choć nie Pan pozwał petenta, tylko urzędnik, to Pana obarczam odpowiedzialnością za to bardzo przykre zdarzenie. Dlatego, że: 1. Pan jest gospodarzem Olsztyna, 2. list był do Pana, 3. to Pan , najważniejsza persona w ratuszu, odpowiada za to, co z listami do prezydenta robią urzędnicy,
Nie będę dyskutować tu, czy słowa ignorant i pseudofachowiec są oceną, czy już epitetem, bo to ma wagę drugorzędną. Dużo ważniejsze jest: 1. co z organizacją ruchu w mieście i fachowością urzędników, o których pisał petent? 2. co osiągnął ratusz, gdy sąd ukarał petenta?
O tym, jak źle się jeździ po Olsztynie, piszą dziś dziennikarz i kierowca Maciej Nowakowski oraz nasi Czytelnicy. Mam nadzieję, że to początek spóźnionej dyskusji o ruchu drogowym mieście. Tyle, że to Pan, prezydent, mógł ją wywołać (zwłaszcza, że ponownie będzie się Pan ubiegał o fotel prezydenta), zręcznie wykorzystując na początek list petenta.
Byłby Pan dobrym prezydentem gdyby listownie zaprosił go Pan na rozmowę o ruchu w Olsztynie. W liście mógł Pan napisać, że prosi o rzetelne argumenty przeciw swojemu urzędnikowi i odnośnie do organizacji ruchu oraz że prosi Pan, by dalsza dyskusja toczyła się na kulturalnym i merytorycznym poziomie. Gwarantuję Panu, że taki list "Gazeta" by opublikowała.
Ale, niestety, petent zamiast odpowiedzi i dyskusji dostał pozew. Co nim i piątkowym wyrokiem osiągnięto (przypominam, że urzędnik powiedział po decyzji sądu, że cieszy się iż czas donosów się skończył)? A to, że teraz ludzie będą ważyli każde słowo, pisząc interwencję do ratusza, a wielu tych mniej pewnych siebie lub źle wykształconych, nie napisze nic albo przyśle anonim.
To już nie jest błahostka, ale poważne zagrożenie dla samorządności w Olsztynie. Nie utożsamiam jej z używaniem słów "ignorant" i "pseudofachowiec", oznacza ona dla mnie prawo obywatela do ocen i opinii o tym, co dzieje się dookoła niego, jakie jest jego miasto, jacy są urzędnicy. Im tych uwag więcej, tym dla samorządności lepiej. Ale by ludzie odważyli się je wygłaszać, musi być do tego zielone światło w mieście. Niestety, ten pozew i wyrok takie światło gaszą, bo najważniejszy sygnał, jaki wysyłają, brzmi: "licz się ze słowami, nie obrażaj urzędnika".

To fakt, że ludzie w Polsce piszą i dyskutują w marnym stylu - z emocjami, epitetami. Ale nie od dziś wiadomo, że przykład takiej dyskusji idzie z góry, od władz i polityków. Piątkowy wyrok sądu nie zmieni stylu dyskusji (kara wychowuje słabo), jednak Pan miał fantastyczną szansę, by swoją rzeczową odpowiedzią zwrócić uwagę petentowi na styl komunikacji, rozpocząć merytoryczną debatę po jego liście - a tym samym pokazać jak taka dyskusja z klasą może przebiegać. Tyle, że nie wykorzystał Pan tej szansy.

Mam do Pana żal, a staję po stronie petenta - choć mógł napisać bardziej merytoryczny list - bo od prezydenta wymagam więcej niż od zwykłego obywatela. Od gospodarza miasta, w którym mieszka blisko 200 tys. ludzi, oczekuję skuteczności oraz komunikacji z obywatelami na innym poziomie niż sala sądowa. Ludzie powinni wiedzieć, że mogą do Pana pisać, że mogą interweniować, że ich głos w tym mieście coś znaczy, bo to oni i urzędnicy razem zmieniają to miasto. Tymczasem ratusz właśnie zatrzasnął takim sygnałom od ludzi drzwi.

 
Czytelnicy do "Gazety" :
 
Jazda po Olsztynie to dramat. Świateł masa - przykład ul. Kościuszki, przede wszystkim skrzyżowanie ul. Kołobrzeskiej z Kościuszki. Światła w tym miejscu zainstalowano w latach 70., a później zlikwidowano, bo się nie sprawdziły. Nie było w tym miejscu świateł i nie trzeba było stać w kilometrowych korkach. Inny przykład - światła na ul. Krasickiego przy markecie w godzinach rannych, zamiast ułatwiać ruch, to wręcz przeciwnie, tamują. miasto niewielkie, a świateł jak w Warszawie.

Bogdan Malinowski

 
Złe światła. Jestem zbulwersowany procesem, który wytoczył urzędnik olsztyńskiemu adwokatowi. Te słowa są niczym w porównaniu z tym, jak działają światła, tzn. bardzo źle. Na skrzyżowaniu Towarowej ze Składową naprawdę nie były potrzebne światła - a teraz jadąc w stronę miasta od WORD-u, stoimy przy salonie Mercedesa, odjedziemy kawałek i stajemy przy ul. Składowej. Bez sensu.

Czytelnik

 
Prezydent powinien zarządzać. Ja wczoraj wysłałem list do prezydenta miasta takiej treści „Panie Prezydencie (...) Zastraszanie mieszkańców swojego miasta, czyli zmuszanie ich do milczenia, nie powinno mieć miejsca w wolnej Polsce. Pana zadaniem jest zarządzanie i organizacja miasta, nie zaś niedopuszczanie do krytyki wobec podległych mu urzędników”.

Andrzej Składowski (dawny pracownik Dzialu Rozpowszechniania Informacji przy Zarządzie Regionu NSZZ „Solidarność” Gdańsk 1980-1982, a potem internowany w Strzebielinku), Teraz w Sydney, Australia

 
Kościuszki zakorkowana. W Olsztynie nie tylko sygnalizacja, ale cały ruch drogowy jest bardzo źle ustawiony. Widać w nim wiele przypadkowości, a nie przemyślanych działań. Niech tu będzie przykładem ul. Kościuszki, która jest notorycznie zakorkowana. Ten Pan, który jest odpowiedzialny za ten stan, powinien publicznie przeprosić mieszkańców Olsztyna za kłopoty, które spowodował. Mam nadzieję, że nie będzie on uczestniczył w pracach dotyczących budowy obwodnicy Olsztyna.

mm-wp

 
Władza ucięła rozmowę. Jestem oburzony po przeczytaniu artykułu o decyzji niezawisłego sądu w sprawie zwykły obywatel kontra opłacany z podatków urzędnik. Myślę, że większość kierowców w Olsztynie przyzna, że komunikacja świetlna i nawierzchnia dróg pozostawiają wiele do życzenia, by nie powiedzieć, że są katastrofalne. Codziennie trzeba stać w korkach i nie widać żadnej poprawy. Teraz w przypadku wytknięcia błędu urzędnikowi odpowiedzialnemu za taki stan rzeczy, co widzimy? To kierowca nie ma racji i tak szanowna władza ucina rozmowę na ten temat i uznaje oczywiście, że wszystko jest w porządku, odwracając uwagę od rzeczywistego problemu, jakim jest poruszanie się samochodem po Olsztynie.

Serdecznie pozdrawiam i nikomu nie życzę takiego podejścia urzędników do zwykłych obywateli, o których państwo powinno dbać, a nie karcić, jeżeli wyrażają opinie na tematy które ich dotykają.

Robert z Olsztyna

 
Światła nie tak, fali brak - zachęcamy do dyskusji o tym, jak jeździ się w Olsztynie
Maciej Nowakowski 2006-09-03,

Sygnalizacją w Olsztynie nie kierują żadne reguły, przynajmniej ja i ludzie, z którymi się konsultowałem ich nie dostrzegają. Przepraszam, jest jedna reguła. Tam, gdzie sygnalizacja została zlikwidowana, skończyły się problemy kierowców - pisze Maciej Nowakowski, dziennikarz GW, olsztyniak, kierowca.


Zacznę pozytywnie. Jadąc rano ul. Sikorskiego do pracy, cieszę się, bo wiem, że płynnie przejadę tę ulicę - od początku na Jarotach do ul. Tuwima. Sygnalizacja jest tu tak ustawiona, że przeważnie udaje mi się minąć bez zatrzymywania trzy skrzyżowania. Jak na Olsztyn to bardzo dużo. Cieszy mnie to? Nie, wkurza. Bo tak jest tylko rano. Później wszystko się zmienia, światła zaczynają działać inaczej, o płynnym przejeździe ul. Sikorskiego mogę tylko pomarzyć.

Dalej w mojej drodze do pracy jest już tylko gorzej - jadę od świateł do świateł i na każdych staję. Jak ruszę na skrzyżowaniu z Pstrowskiego, to na skrzyżowaniu z Kościuszki 300 metrów dalej na 100 proc. złapię czerwone. I pluję sobie w brodę, bo gdybym jechał 70 km/godz., zdążyłbym na zielone. Tak samo trzeba byłoby cisnąć pedał gazu, jadąc od pl. Roosevelta, by przejechać bez zatrzymywania skrzyżowanie z Kościuszki. Podobnie na Wojska Polskiego między Jagiellońską a Dąbrowskiego.

O światłach w Olsztynie rozmawiałem z Miejskim Zarządem Dróg kilka razy. Zawsze słyszałem, że układ ulic w Olsztynie nie pozwala na lepsze ustawienie sygnalizacji (nie ma jednej głównej drogi, jak przecinająca Gdańsk ul. Grunwaldzka, więc trudno zrobić u nas zieloną falę). Bo którzy kierowcy - na przykład w rejonie ulic Pstrowskiego i Sikorskiego - mają być uprzywilejowani? Którzy powinni mieć zieloną falę? Ci jadący tranzytem z Bezled do Warszawy czy ci z Jarot do centrum? Drogowcy nie wybrali ani tych, ani tych, machnęli na nich ręką. W efekcie w Olsztynie nikt nie jest uprzywilejowany, nikt nie ma lepiej, wszyscy na światłach stoją po równo.

Tylko, że to tłumaczenie nijak się ma np. do ul. Leonharda. Kierowcy jadący w stronę Warszawy ruszają przy Obi i na pewno będą musieli zatrzymać się już po stu metrach na czerwonym świetle na skrzyżowaniu z Kołobrzeską. A zanim dojadą do Rolnika, złapią przynajmniej dwa czerwone (jeśli nie cztery). Czy tam też układ drogowy nie pozwala na bardziej przyjazne ustawienie sygnalizacji?

W dodatku w mieście pojawiły się nowe sygnalizatory. Mijając niektóre, zawsze zadaję sobie pytanie, po co one tu stoją, np. na skrzyżowaniu między DH Alfa a dawną Dyrekcją Kolejową. Albo pojawiły się i działają fatalnie, np. na skrzyżowaniu Kościuszki-Kołobrzeskiej-Mazurskiej.

Nie zazdroszczę też pieszym potwornie długiego oczekiwania na zapalenie zielonego światła na skrzyżowaniach Piłsudskiego przy NBP i SP 2, przy poczcie na Pieniężnego, przy Urzędzie Wojewódzkim i na skrzyżowaniu Warszawskiej-Jagiellończyka. To, co tam się dzieje, to kompromitacja.

Sygnalizacją w Olsztynie nie kierują żadne reguły, przynajmniej ja i moi znajomi, z którymi się konsultowałem, tych reguł nie dostrzegają. Przepraszam, jest jedna reguła. Tam, gdzie sygnalizacja została zlikwidowana, skończyły się problemy kierowców. Ale takie miejsca są w mieście chyba tylko dwa - nie ma już świateł koło Dworca Zachodniego na nowym rondzie i wyłączone są te na ul. Leonharda przy wyjeździe z Michelin. I co? I od razu tam się dobrze jedzie.

Niedawno - przy okazji likwidacji ronda na Zatorzu - rozmawiałem z drogowcami w kilku innych miastach. Przedstawiciel Zarządu Dróg w Warszawie, gdy odpowiadał na moje pytanie o liczne sygnalizacje świetlne w niektórych miastach, powiedział, że światła można bez problemu ustawić nawet co parę metrów, wtedy kierowcy jeździliby 5 km/godz. - Ale przecież nie o to chodzi - podsumował rozsądnie. Takiego rozsądku oczekuję w Olsztynie.
Maciej Nowakowski

 
Prezydent Miasta Czesław Jerzy Małkowski odpowiada:
„Na łamach „Gazety Wyborczej” zadano mi kilka pytań, na które chciałbym odpowiedzieć, bo temat, którego dotyczą, jest bardzo ważny. Przede wszystkim zgadzam się z Państwem, że Olsztynowi potrzebne są zmiany w układzie komunikacyjnym. Dlatego od pięciu lat gmina konsekwentnie realizuje budowę, modernizację i remonty wielu olsztyńskich arterii - co ma podnieść jakość poruszania się po mieście. Organizacja ruchu w mieście wymaga zmian i to zmian ciągłych. Jednak nie oceniam fachowości urzędników, o której Pani Redaktor pisze - wyłącznie na podstawie jednego listu. Kieruję się zwykle opiniami profesjonalistów, którym zgłaszam także uwagi mieszkańców. Dlatego zawsze czekam na Państwa uwagi, których nie brakuje, tak jak nie brakuje naszych interwencji i realizacji oczekiwanych zmian.

Inną kwestią jest, poruszana przez redaktor naczelną Ewę Zientarską, sprawa sądowa pomiędzy mieszkańcem Olsztyna a pracownikiem Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni. Jako prezydent miasta zostałem obarczony winą za wspomniane postępowanie sądowe. Otóż stanowczo protestuję przeciwko tak jednostronnemu potraktowaniu tematu. W kilku artykułach "Gazeta Wyborcza" skupiła się na mojej osobie, chociaż nie ja jestem powodem ani pozwanym. Urzędnik miał prawo skorzystać ze swoich praw obywatelskich, podobnie jak mieszkaniec Olsztyna! Zwracam uwagę, iż postępowanie było prowadzone na wniosek prywatnej osoby. Urząd Miasta w żaden sposób nie ingeruje w prywatne decyzje urzędników (nie miałem wiedzy o toczącym się postępowaniu karnym!). Nie widzę też żadnych korzyści z orzeczonego wyroku - wręcz przeciwnie.

Najważniejszą jednak sprawą, do której chciałbym się odnieść, jest zarzut niepodjęcia dyskusji po liście naszego mieszkańca. Szanowni Państwo! Gmina Olsztyn prowadzi nieustanne rozmowy, konsultacje, zbiera opinie i uwagi w różnych obszarach. Od kilku miesięcy trwają konsultacje dotyczące aktualizacji Strategii Rozwoju Miasta oraz Planu Rewitalizacji, a wkrótce olsztyńskiej obwodnicy. Kwestie komunikacji i transportu w konsultacjach zajmują najwięcej miejsca.

Na pytanie - jak żyć w Olsztynie po ogłoszeniu wyroku sądu w omawianej sprawie - odpowiem: bezpiecznie i spokojnie, uczestnicząc w życiu miasta. Nadal czekam na Państwa uwagi i opinie dotyczące naszego miasta. Nigdy nie wstępowałem na drogę sądową z powodu krytycznych uwag pod moim adresem, bo jestem zwolennikiem merytorycznej, a nie emocjonalnej dyskusji."

Czesław Jerzy Małkowski, prezydent miasta Olsztyna

 
O co chodzi z tą samorządnością?
Panie prezydencie, nie pisze Pan o tym co w tej przykrej sprawie najistotniejsze. Ten list petent napisał do Pana. Pan go przekazał go urzędnikowi, by się do niego odniósł. A Pana urzędnik pozwał petenta do sądu. To tak ma być w samorządnym mieście?

Ewa Zientarska, redaktor naczelny GW Olsztyn

 
LISTY OD CZYTELNIKÓW

Gdy sygnalizatory przeszkadzają kierowcom - Pragnę przedstawić swoje stanowisko w sprawie, która zbulwersowała mnie (i nie tylko). Chodzi o sprawę pozwania petenta przez urzędnika miejskiego. Do szczegółów nie będę wracał, wystarczy poniedziałkowy komentarz w „Gazecie Wyborczej". Podpisuję się pod nim dwiema rękami. Poruszę temat związany z kilkoma skrzyżowaniami, gdzie są sygnalizatory. Może nie ma to bezpośredniego związku z zieloną falą, ale pokazuje, jak funkcjonują miejskie służby, które mają nadzór nad sygnalizacją świetlną. Pierwszy przykład, skrzyżowanie przy hipermarkecie E. Leclerc. Od dłuższego czasu w godzinach wieczornych zdarza się, że zielony sygnał świetlny w kierunku Pieczewa i Jarot trwa kilka, dosłownie kilka, sekund. W tym czasie skrzyżowanie przejeżdżają zwykle jeden, góra dwa samochody. Na głosy o niewłaściwym funkcjonowaniu sygnalizacji jest prosta odpowiedź, że winni są kierowcy, ponieważ nie ustawiają pojazdów nad pętlami magnetycznymi zatopionymi asfalcie. Po pierwsze, trzeba te miejsca wskazać kierowcom, a po drugie, tak należy wykonywać takie układy elektroniczne, aby dokładność ustawienia samochodów nie wymagała aptekarskiej dokładności. Do dziś temat jest aktualny.

Drugi przykład. Skrzyżowanie ul. Jagiellońskiej i Poprzecznej. Od wielu miesięcy sygnalizatory na tym skrzyżowaniu są zasłonięte czarną folią, tylko że przed nimi nadal stoją znaki drogowe informujące o sygnalizacji świetlnej.

Kolejny przykład sygnalizatory na ulicy Leonharda przy hipermarkecie OBI. Światła mają pomagać w organizacji ruchu. Te w godzinach rannych przed otwarciem marketu PRZESZKADZAJĄ kierowcom. W porannej gorączce, gdy wielu kierowców podąża do pracy, na krótkim odcinku drogi mamy trzy po sobie występujące sygnalizatory. Ten środkowy w tych godzinach jest potrzebny jak dziura w moście. On ma pomagać w wyjeździe z marketu OBI, który jest otwierany później. Wnioski są proste, tylko nie dla naszych urzędników.

Można by jeszcze przytoczyć kilka podobnych "kwiatków", ale czy petent ma wyręczać "fachowców"? Pozdrawiam, a szczególnie tych, którym codziennie "fachowość" urzędników podnosi ciśnienie.

Zbigniew Babecki

Absurdy naszego podwórka - Niezmiernie rad jestem, że zaczynacie dyskusję o organizacji ruchu w Olsztynie. Mam jednak wielki żal, że nie wzięliście w obronę tego nieszczęśnika walczącego w słusznej sprawie z MZDMiZ. Wystarczyło przewertować archiwa lokalnej prasy z wypowiedziami naszych specjalistów od ruchu drogowego, które jako jedyne na świecie negowały potrzebę stosowania tzw. zielonej fali. Można to było również ostro skonfrontować z ostatnimi staraniami urzędników o przyznanie funduszy na zieloną falę.
To, że w mieście nie mamy ani jednego ciągu komunikacyjnego, chyba wszyscy wiemy i przyjmijmy to za rzecz równie oczywistą jak to, że zielona fala usprawnia ruch pojazdów. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na działanie innego systemu mającego "upłynnić" ruch pojazdów, czyli występowanie tzw. sygnalizacji akomodacyjnych. Swego czasu było to swoiste panaceum na kłopoty olsztyńskich użytkowników dróg. Proponuję bardzo prosty eksperyment nieopodal Waszej redakcji - w ramach nocnego dyżuru, kiedy ruch będzie minimalny, spróbujcie przejechać przez skrzyżowanie ul. Kościuszki/Piłsudskiego. Na dojazdach zamontowane są tam wspomniane pętle - jeżeli będziecie jednak stali jako jedyny pojazd na wszystkich wlotach, to ciągle sygnalizacja ta jest sterowana "zegarowo" - czyli dla każdego stała porcja czerwonego światła. Mówię tu o godzinach wieczornych i nocnych, a nie tzw. szczytach komunikacyjnych.

A objazd remontowanego ronda na Zatorzu? Mam teraz nieszczęście mieszkać w okolicach ulic Sybiraków, Rataja i H. Sawickiej. Nie są oznakowane alternatywne drogi objazdu dla rozmaitych busików czy samochodów osobowych z innych miast niemających obowiązku znać wszystkich zakamarków olsztyńskiego Zatorza. Wzdłuż ulic Jagiellońskiej, Rataja, Sawickiej czy Sybiraków nie ma żadnych znaków mogących zawrócić wszystkich "zbłąkanych" na właściwą drogę. Samo przygotowanie okolicznych ulic też budzi wiele zastrzeżeń. W innych miastach stosuje się dostawianie zakazów zatrzymywania się i postoju na ulicach stanowiących objazd.

Droga Gazeto, więcej energii i konsekwencji w walce z absurdami olsztyńskiej tzw. inżynierii ruchu. Nie chodzi o to, by walczyć z kolejnym układem, tylko tropić absurdy naszej podwórkowej rzeczywistości.

Oddany i wierny forumowicz, alf 23

 
Zielona fala tak, ale później
Rozmawiał Maciej Nowakowski
2006-09-05
Jeszcze w maju radni zgodzili się wydać 1,5 mln zł z budżetu miasta na zieloną falę w Olsztynie. Na sesji władze miasta mówiły, że przez miasto łatwiej będzie się jeździło już we wrześniu. Ale zielonej fali nadal nie ma.
Maciej Nowakowski: Co z zieloną falą?

Wiceprezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz: Właśnie dziś podjęliśmy decyzję, że w najbliższy piątek ogłosimy przetarg na wprowadzenie w Olsztynie systemu, który potocznie nazywamy zielona falą. Jeśli nie będzie protestów ze strony firm, które przegrają postępowanie, podpisanie umowy powinno nastąpić 12 listopada. Szukamy firmy, która zieloną falę zaprojektuje, wybuduje i uruchomi. Mamy już sygnały, że są firmy zainteresowane budowaniem zielonej fali w Olsztynie.

Które skrzyżowania obejmie?

- System będzie przygotowywany w czterech częściach. ? Pierwsza ułatwi przejazd ulicami: Roosevelta, Szrajbera, Pieniężnego, 1 Maja, Piłsudskiego, Kościuszki przez 11 skrzyżowań; ? druga: Kętrzyńskiego, Bema, Limanowskiego - 7 skrzyżowań; ? trzecia: Warszawską, Tuwima, Synów Pułku, Wyszyńskiego, Sikorskiego - 11 skrzyżowań; ? czwarta: Niepodległości i Pstrowskiego - 4 skrzyżowania.

Skąd opóźnienia? W maju dziennikarze dostali informację, że zielona fala ruszy we wrześniu?

- Nie mamy doświadczenia w przygotowywaniu dokumentacji przetargowej takiego przedsięwzięcia. Musieliśmy prosić o pomoc specjalistów od systemów sterowania ruchem. To zajęło dużo czasu. Materiał jest bardzo obszerny. Liczy aż trzy grube tomy.

To kiedy będzie zielona fala?

- Przy jakimś zbiegu okoliczności, może uda się uruchomić którąś z tych części jeszcze w tym roku. Ale to bardzo trudne. Wolę powiedzieć, że w tym roku nie uda nam się już osiągnąć efektów. Liczę, że uruchomienie od razu całego systemu nastąpi na przełomie zimy i wiosny 2007 roku.

Co może przeszkodzić w realizacji tych planów?

- Już nic.

           
     
   
           
"Nie" takiej sygnalizacji
Maciej Nowakowski 2006-09-05

Po tym jak miejski urzędnik, odpowiedzialny za sygnalizację w mieście, pozwał petenta, który ostro skrytykował go w liście do prezydenta Olsztyna, Czytelnicy potwierdzają: po Olsztynie jeździ się źle, szwankuje system sygnalizacji, brak zielonej fali...Oto miejsca, w których ich zdaniem sygnalizacja jest źle ustawiona

Skrzyżowanie przy dawnym E'Leclerc

Najczęściej wymieniane w listach i telefonach od Czytelników. Drażni ich, że sygnalizacja działa nawet wtedy, gdy hipermarket nie jest już czynny. Kierowcy jadący z lub na Jaroty muszą zatrzymywać się, choć nikt już nie wyjeżdża ze sklepu. W dodatku mówią, że zielone światło często włącza się tutaj tylko na kilka sekund.

Skrzyżowanie 22 stycznia i Emilii Plater

Kiedyś jazda tędy była czystą przyjemnością. Gdy ul. 22 Stycznia została przebudowana, na skrzyżowaniu stanęła sygnalizacja. Efekt - kierowcy tracą tu dodatkowe minuty. Czytelniczka napisała, że trzeba mieć anielską cierpliwość, by teraz tędy przejechać. Nie ma tu korków, nie ma większego ruchu niż przed zmianami. A to dowód, że zamontowanie sygnalizacji było przesadą.

Skrzyżowanie Kościuszki-Mazurska-Kołobrzeska

Na krótkim odcinku ul. Kościuszki są dwa skrzyżowania z sygnalizacją. Po zamontowaniu świateł zaczęły się korki. Sygnalizacja nie jest tu dopracowana, np. brakuje jednego sygnalizatora dla jadących Kościuszki w kierunku al. Piłsudskiego. Mieszkańcy wspominają, że kiedyś były już w tym miejscu światła. Zostały zlikwidowane, bo okazały się zbędne.

Skrzyżowanie Leonharda z wjazdem do OBI

Kierowców zalewa krew, gdy muszą odstać swoje, czekając tu na zielone światło nawet w godzinach, gdy market budowlany jest zamknięty (sytuacja podobna do tej przy E'Leclerc).

Skrzyżowanie Rybaki-Bałtycka

Sygnalizacja jest tu od niedawna. Światła sterują nie tylko wyjazdem z ul. Rybaki, ale nawet ze szkoły (to ewenement, bo ilu nauczycieli dziennie tędy wyjeżdża?). Do czasu jej zainstalowania ruch odbywał się bez zakłóceń. Teraz przy wylocie z ul. Rybaki można stać nawet kilka minut, by doczekać się zielonego.

Przejście dla pieszych przez ul. Sikorskiego przy Realu (środkowe światła)

Piesi równie dobrze mogliby przejść po pasach, które są bliżej ul. Wańkowicza. Przy światłach jest wyjazd z serwisu ogumienia i autokomisu - ruch jest jednak znikomy. Kierowcy narzekają, że nawet w godzinach, gdy Real jest zamknięty, sygnalizacja działa tak samo, jak wtedy, gdy do hipermarketu ciągną tłumy (sytuacja jak przy dwóch wspomnianych już marketach).

Skrzyżowanie Lubelskiej i Składowej

Sygnalizacja została zamontowana po uruchomieniu w pobliżu Makro i przebudowaniu skrzyżowania. Wcześniej nigdy nie było tu problemów z przejazdem, choć było o wiele bardziej niebezpiecznie - nie było dodatkowych pasów ruchu dla skręcających. Teraz są, ale na dokładkę zostały ustawione jeszcze światła.
Skrzyżowanie Towarowej i Składowej

Też nowa sygnalizacja świetlna na przebudowanym skrzyżowaniu. Kierowcy zwracają jednak uwagę, że ruch wcale tu się nie zwiększył, więc kolejne światła nie są potrzebne. Sytuacja jest niemal identyczna, jak w opisanym wyżej, sąsiednim skrzyżowaniu Lubelska-Składowa.

Sygnalizacje działające przez całą dobę

Inna sprawa, o której wspominają Czytelnicy, to sygnalizacje działające przez całą dobę. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. Dziś przypominamy tylko te, które ostatnio zgłosili nam kierowcy: Iwaszkiewicza-Obrońców Tobruku (w pobliżu stoi radar, więc kierowcy i tak zwalniają), Niepodległości-Knosały (minimalny ruch, widoczność bardzo dobra), przejście dla pieszych na ul. Kętrzyńskiego koło szkoły (jakie dzieci nocą chodzą się uczyć?).

Niech nam się dobrze jeździ

Czekamy na kolejne, złe zdaniem Państwa, miejsca w Olsztynie. O wszystkich poinformujemy urzędników miejskich. Może kiedyś łatwiej będzie nam poruszać się po mieście. Dzwońcie - 089 527 38 00, piszcie na adres: redakcja@olsztyn.agora.pl lub "Gazeta Wyborcza Olsztyn", ul. Głowackiego 28, 10-448 Olsztyn.
Maciej Nowakowski

 
Ukarany petent pod ochroną rzecznika praw obywatelskich
Ewa Siedlecka, Joanna Wojciechowska2006-09-12 (Gazeta Wyborcza)
Janusz Kochański przyłączy się do procesu mieszkańca Olsztyna ukaranego kilkanaście dni temu przez sąd za nazwanie urzędnika ignorantem i pseudofachowcem.
Decyzja rzecznika praw obywatelskich to efekt publikacji "Gazety". Kilkanaście dni temu opisaliśmy sprawę, jaką mieszkańcowi Olsztyna wytoczył urzędnik Miejskiego Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni odpowiedzialny za działanie sygnalizacji świetlnej w mieście. Przypomnijmy: w liście wysłanym do prezydenta Czesława Małkowskiego mieszkaniec krytykował sposób, w jaki działają światła na olsztyńskich ulicach. Przy okazji nazwał urzędnika ignorantem i pseudofachowcem.

Prezydent przekazał korespondencję opisanemu urzędnikowi. Ten poczuł się urażony i skierował przeciw petentowi prywatny akt oskarżenia o pomówienie. Kilka dni temu sąd skazał mieszkańca: ma przeprosić urzędnika, oddać mu 300 zł kosztów procesu i zapłacić tysiąc złotych na rzecz PCK. - Działałem w interesie społecznym, chciałem, by po mieście się lepiej jeździło, a zostałem skazany - mówił nam po wyroku ukarany. Zapowiedział złożenie apelacji.

Pomoże mu w tym Janusz Kochanowski. - Rzecznik Praw Obywatelskich jest przeciwny używaniu prawa karnego do spraw, gdzie wchodzi w grę wolność słowa - powiedział nam Stanisław Wileński z biura RPO. - Dlatego chce się przyłączyć do tej sprawy.

Ustawa o rzeczniku praw obywatelskich umożliwia mu wystąpienie do sądu o akta sprawy, przesłanie do sądu swojej opinii, a także wniesienie kasacji od prawomocnego wyroku.

Skazanie mieszkańca Olsztyna za pomówienie urzędnika odbiło się w Polsce szerokim echem. Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego, komentując tę sprawę, mówiła, że taki wyrok zagraża lokalnej demokracji. - Decyzja sądu to sygnał dla ludzi, że mają siedzieć cicho, bo krytykując władzę, mogą mieć kłopoty - komentowała sprawę.

     
   
Półfinałowa rozgrawka
 
     
  Urzędnik Zarządu Dróg chce przeprosin
Joanna Wojciechowska,2006-12-07
Ciągle nie wiadomo, jak zakończy się głośna sprawa: urażony urzędnik kontra petent. Na rozprawie apelacyjnej olsztyński urzędnik zaproponował ugodę.
Mieszkaniec Olsztyna napisał wiosną prezydentowi miasta, co sądzi o urzędniku zajmującym się sygnalizacją świetlną. - Zatrudnia pan na tym stanowisku ignoranta, i dlatego sugeruję, aby powołać jakiegoś rozsądnego człowieka, nie potrzeba zatrudniać pseudofachowca z kierunkowym wykształceniem na stanowisku, który tworzy kolejne przeszkody, aby co roku nam się gorzej jeździło - napisał petent. Podpisał list imieniem i nazwiskiem, pod spodem dodał "zatroskany obywatel miasta i codzienny kierowca".

Petenta oburzyło, że pracownik Zarządu Dróg, Mostów i Zieleni skrytykował na łamach prasy zieloną falę.

Ale zamiast odpowiedzi z ratusza dostał od skrytykowanego urzędnika prywatny akt oskarżenia o zniesławienie. We wrześniu sąd rejonowy kazał petentowi przeprosić urzędnika i zapłacić 300 zł kosztów procesu oraz 1000 zł na cele dobroczynne.

Wyrok oburzył m.in. działaczy Fundacji Batorego i fundacji helsińskiej. Rzecznik praw obywatelskich zapowiedział, że w razie prawomocnego skazania jest gotowy napisać kasację. Dodajmy, że zielona fala w Olsztynie ma być.

Skazany olsztynianin odwołał się od wyroku. Rozprawa apelacyjna odbywała się w czwartek za zamkniętymi drzwiami, bo urzędnik nie zgodził się na wejście dziennikarzy na salę.

Petenta reprezentował mecenas Wojciech Wrzecionkowski. Od niego dziennikarze czekający pod salą rozpraw dowiedzieli się, że urzędnik zaproponował ugodę. - Chce, by mój klient przeprosił go w obecności sądu i zapłacił połowę kosztów sądowych, tj. 150 zł - powiedział Wrzecionkowski. Sąd odroczył sprawę bez terminu.

- Przyjmuje pan warunki ugody? - spytaliśmy petenta.

- Nie czuję się winny i uważam, że nie mam za co urzędnika przepraszać - odpowiedział. - Adwokat przekazał mi, że sąd zachęca nas do ugody, ale muszę to poważnie przemyśleć. Po wrześniowym wyroku dostałem mnóstwo sygnałów od ludzi, którzy mnie popierają, dawali mi wsparcie. Czuję, że mogę ich zawieść, gdy się złamię. Tym bardziej, że napisałem ten list w interesie nie tylko swoim, ale wszystkich kierowców z Olsztyna.

Petent przyznaje, że jeśli obrażony urzędnik będzie chciał wycofać pozew, zgodzi się na to. - Ja nie chcę z nim wojny, wolę podać mu rękę na do widzenia, ale nie podoba mi się stawianie warunków, na jakich mamy zakończyć tę sprawę - mówi autor listu.

Urzędnik nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Powiedział, że nie tęskni za rozgłosem medialnym.


     
   
     
 
Finał !
2007-04-28
     
 
"Sąd: Obywatel ma prawo do krytyki urzędnika"_ czyli powrót do normalności ! Jak ze sprawozdania poniższego wynika - nie było to takie oczywiste!!!
     
 

Sąd: Wolno krytykować urzędnika


Joanna Wojciechowska
2007-04-26,


Olsztyński sąd okręgowy uniewinnił Jacka Klonowskiego skazanego jesienią w niższej instancji za nazwanie urzędnika ignorantem i pseudofachowcem. - Gdyby obywatel nie mógł krytykować urzędników, wrócilibyśmy do czasów, kiedy listy do urzędu pisało się gładkim językiem ble-ble-ble, który nic nie znaczył - uzasadniał sąd

Jacek Klonowski określił tak miejskiego urzędnika, odpowiedzialnego za sygnalizację, bo nie mógł znieść codziennego stania w korkach. Swój list z ostrą krytyką wysłał Czesławowi Małkowskiemu, prezydentowi Olsztyna. Zamiast odpowiedzi dostał od urzędnika prywatny akt oskarżenia. Jesienią sąd pierwszej instancji uznał, że Klonowski znieważył urzędnika i kazał mu dać 1 tys. zł dla PCK, zapłacić koszty sądowe, wysłać urzędnikowi na adres zakładu pracy list z przeprosinami i warunkowo umorzył sprawę.

Wyrok sądu I instancji poruszył mieszkańców Olsztyna

Ten wyrok poruszył mieszkańców Olsztyna, którzy na gazetowym forum twierdzili, że petent napisał prawdę, bo po Olsztynie jeździ się źle. W obronie wolności wypowiedzi skazanego mieszkańca Olsztyna stanęła m.in. Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego, prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, a dr Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich deklarował, że w razie prawomocnego skazania jest gotowy wnieść w tej sprawie kasację.

Wczoraj adwokat Wojciech Wrzecionkowi, który bronił Jacka Klonowskiego, przekonywał sąd, że wyrok pierwszej instancji przeczy zasadom demokratycznego państwa. - Jeśli zabroni się krytyki urzędników, będą robić co chcą, a to nie jest demokracja - mówił. - W Rosji i na Białorusi można iść za krytykę urzędnika na trzy lata do więzienia, ale my powinniśmy podążać na Zachód, nie na Wschód.

Przytaczał sprawy, w których Trybunał w Strasburgu uznał, że Polska narusza wolność wypowiedzi obywateli. Nie krył, że jeśli Klonowski zostanie skazany, będzie też tam walczył o uniewinnienie.

Klonowski: Moją intencją nie było obrażanie

Jacek Klonowski podkreślał, że jego intencją nie było obrażenie urzędnika, tylko zwrócenie uwagi prezydenta miasta na problem złych rozwiązań komunikacyjnych. - Słowa, których użyłem są pejoratywne, bo takich trzeba użyć, gdy się negatywnie ocenia czyjąś pracę - mówił. - Nie są one jednak obraźliwe zważywszy, że w rządzie wyzywają się od warchołów.

Urzędnik trwał przy swoim: - Nie jestem osobą publiczną, tylko zwykłym urzędnikiem. Ten list podważał moje kompetencje zawodowe, a z tym, że prezydent Olsztyna na ten list nie odpowiedział, nie mam nic wspólnego. Wniosłem tę sprawę do sądu wyłącznie z mojej inicjatywy. Chcę ukarania pana Klonowskiego - mówił.

Sąd: Obywatel ma prawo do krytyki urzędnika

Sąd długo naradzał się nad wyrokiem i jak się później okazało nie wydał go jednomyślnie. Dwoje sędziów: Danuta Hryniewicz i Leszek Wojgienica byli za uniewinnieniem Klonowskiego i przegłosowali sędziego Karola Radaszkiewicza, który zgłosił zdanie odrębne. - Uznaliśmy, że pan Klonowski nie przekroczył granic dopuszczalnej krytyki urzędnika i nie naraził go na utratę zaufania potrzebnego mu w pracy - mówił w uzasadnieniu sędzia Wojgienica. - Obywatel ma prawo do krytyki urzędnika do tego stopnia, że określa go jako ignoranta. Gdyby tak nie było, listy do urzędu przypominałyby dawną gładką polszczyznę typu ble-ble-ble, która nic nie znaczyła.

Wyrok jest prawomocny, urzędnik nie chciał go komentować. Na sądowych korytarzach sprawę żartobliwie określano wczoraj jako pierwszy proces w IV RP w obronie wolności słowa.
Źródło: Gazeta Wyborcza - Olsztyn